Puls Biznesu opublikował artykuł "Czy warto się ubezpieczyć od sabotażu i terroryzmu? Fabryki płoną, ale boomu na polisy nie ma", w którym wyjaśnia, dlaczego standardowe ubezpieczenia majątkowe nie chronią firm przed skutkami sabotażu i terroryzmu oraz kiedy warto rozważyć dodatkową ochronę.
Komentarzy eksperckich udziela w nim Krzysztof Grelewicz, dyrektor ds. ubezpieczeń majątkowych i technicznych ERGO Hestii, który wyjaśnia specyfikę ryzyk systemowych oraz rosnące znaczenie polis chroniących przed sabotażem i terroryzmem.
Zachęcamy do przeczytania artykułu, aby lepiej zrozumieć, jak zmieniająca się sytuacja geopolityczna wpływa na ocenę ryzyka i rozwiązania ubezpieczeniowe dla przedsiębiorstw oraz jakie wyzwania stoją dziś przed branżą ubezpieczeniową.
Trwa liczenie strat po niedawnym pożarze w Skarżysku-Kamiennej, w fabryce WB Electronics produkującej struktury kompozytowe do dronów FlyEye i Gladius. Śledztwo wykazało, że w nocy z 30 na 31 sierpnia doszło do celowego podpalenia, czyli aktu sabotażu. Wstępnie szkody oszacowano na 15 mln zł. Jeszcze więcej, bo ok. 20 mln zł, straciła firma JFG Composites, której hala produkcyjna w Lublinie zapłonęła zaledwie godziny później, 31 sierpnia. Wytwarzano w niej komponenty dla przemysłu lotniczego. Śledczy biorą pod uwagę różne scenariusze – zarówno celowe podpalenie, jak i awarię, która spowodowała samozapłon.
Czy takich zdarzeń będzie więcej? Prawdopodobnie tak, bo za wschodnią granicą Polski od kilku lat toczy się wojna, a napięcia geopolityczne rosną. Na wypadek "zwykłego" pożaru, kradzieży czy powodzi firmy mogą ubezpieczyć mienie w ramach klasycznej polisy. Na tym jednak ochrona nie musi się kończyć, bo większość ubezpieczycieli ma w ofercie polisy od sabotażu, terroryzmu czy wojny.
Firmy często wpadają w pułapkę polisy all risks
W standardowych ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU) większości ubezpieczycieli znajdują się wyłączenia odpowiedzialności dotyczące aktów terroryzmu, sabotażu i dywersji. Jeżeli postępowanie wyjaśniające wykaże, że np. pożar lub zniszczenie parku maszynowego było skutkiem tego rodzaju ataku, ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania z podstawowej polisy majątkowej.
– Przedsiębiorstwa często popełniają istotny błąd, polegając wyłącznie na podstawowych polisach majątkowych typu „all risks”. Tymczasem, żeby zapewnić rzeczywistą ochronę finansową, polisa majątkowa powinna zostać rozszerzona o klauzule ubezpieczeniowe - terroryzm i sabotaż, a w przypadku większych przedsiębiorstw warto również rozważyć zawarcie specjalnej, odrębnej polisy. Rozwiązanie to opiera się na indywidualnych klauzulach ubezpieczycieli lub standardach rynkowych tworzonych przez Lloyd's Market Association [wzorcowe klauzule i warunki stosowane na rynku ubezpieczeniowym i reasekuracyjnym w Londynie, stanowiące międzynarodowy punkt odniesienia w przypadku skomplikowanego i wysokiego ryzyka – red.]. Obejmuje szkody materialne w budynkach, liniach produkcyjnych, maszynach oraz zapasach powstałe wskutek działań terrorystycznych i sabotażowych – mówi Robert Maniak, dyrektor działu ubezpieczeń majątkowych w Generali Polska.
Pełna ochrona
Firmy o znaczeniu strategicznym potrzebują złożonej architektury bezpieczeństwa, m.in. systemów detekcji obwodowej nowej generacji - tradycyjne ogrodzenie powinno być uzupełnione o podziemne kable sejsmiczne, światłowodowe czujniki ogrodzeniowe oraz radary terenowe, które umożliwiają wykrycie podejrzanego ruchu nawet kilkaset metrów przed granicą nieruchomości. Coraz większego znaczenia nabierają systemy detekcji częstotliwości radiowych, urządzenia zakłócające sygnał oraz rozwiązania umożliwiające identyfikację i neutralizację nieautoryzowanych bezzałogowych statków powietrznych - mówi Robert Maniak, dyrektor działu ubezpieczeń majątkowych w Generali Polska.
Przyczyna zdarzenia jest ważniejsza od jego skutków
Sabotaż i terroryzm należą do obszaru tzw. ryzyk systemowych, do którego zalicza się m.in. pandemie, megakatastrofy naturalne czy burze magnetyczne związane z aktywnością słońca. Mogą one dotknąć wiele podmiotów naraz, a szkody powstają jednocześnie w kilku miejscach. Ze względu na konieczność stosowania zupełnie innych mechanizmów finansowych niż dla klasycznych rodzajów ryzyka takie sytuacje są wyłączone w standardowych umowach ubezpieczenia.
- W firmach ubezpieczeniowych definicje sabotażu i terroryzmu są tak skonstruowane, żeby jak najbardziej precyzyjnie ująć zagrożenia systemowe. Mniej istotny jest sam efekt działań, zdecydowanie ważniejsza jest przyczyna - polityczna, ekonomiczna czy religijna. Jej ustalenie to wyzwanie, bo czasami bardzo trudno udowodnić pobudki osób, które dokonały aktu sabotażu czy terroryzmu – mówi Krzysztof Grelewicz, dyrektor ds. ubezpieczeń majątkowych i technicznych w Ergo Hestii.
Marcin Demiańczuk, dyrektor ds. kluczowych klientów w departamencie klientów strategicznych Aonu Polska, jednego z największych brokerów ubezpieczeniowych, podkreśla, że definicje sabotażu i terroryzmu, które można znaleźć w umowach i warunkach ubezpieczeń, nie pochodzą z ustawy regulującej kwestie ubezpieczeniowe, ale z praktyki rynkowej.
- Znaczna część specjalistycznych ubezpieczeń terroryzmu i przemocy politycznej jest aranżowana na rynku londyńskim, m.in. z udziałem syndykatów Lloyd’s. Wypracowano tam definicje, które zostały przyjęte przez ubezpieczycieli z innych krajów. Ubezpieczenia od sabotażu i terroryzmu zawierane w Polsce, ze względu na wymaganą pojemność i specjalistyczny charakter ryzyka, wymagają również udziału reasekuratorów, najczęściej właśnie z rynku londyńskiego - mówi Marcin Demiańczuk.
Rząd nie oszczędza na polisach:
Od wybuchu wojny w Ukrainie zainteresowanie firm ubezpieczeniem od sabotażu i terroryzmu wzrosło, ale nie radykalnie. Największe widać wśród spółek należących do skarbu państwa - mówi Krzysztof Grelewicz, dyrektor ds. ubezpieczeń majątkowych i technicznych w Ergo Hestii.
Dodatkowe klauzule umowne mają niskie limity
Sabotaż czy działania o charakterze terrorystycznym nie są dla polskich firm tylko teoretycznym zagrożeniem, jednak większość z nich ogranicza się do podstawowej ochrony.
- Firmy, zawierając umowę ubezpieczenia mienia, mogą rozszerzyć zakres ryzyka terroryzmu czy sabotażu poprzez dodatkową klauzulę, takie rozwiązanie spotykane jest dość często. Warto jednak podkreślić, że limity odpowiedzialności w tego rodzaju rozszerzeniach klauzulowych są niskie – sięgają od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych. Zainteresowanie odrębnymi umowami ubezpieczenia od sabotażu i terroryzmu - w których bardzo szczegółowo określane są warunki umowy i kwestie odpowiedzialności ubezpieczyciela, a limity sięgają nawet kilkuset milionów złotych - jest mniejsze – mówi Krzysztof Grelewicz.
W ocenie Marcina Demiańczuka zarówno prywatne, jak też państwowe firmy, które już mają ubezpieczenie od sabotażu i terroryzmu, są bardziej otwarte na rozmowy na temat poszerzenia zakresu czy zwiększenia limitu odpowiedzialności.
- Natomiast te, które go nie mają, sprawdzają możliwości, ale często nie decydują się na wykupienie osobnej polisy, bo mają klauzulę z niewielkim limitem w standardowej umowie. Nie wiadomo więc, czy barierą jest dodatkowy koszt, czy brak przekonania, że warto – mówi Marcin Demiańczuk.
Dlaczego mimo wysokich kosztów niektóre firmy powinny rozważyć zakup osobnej polisy od ryzyka sabotażu i terroryzmu?
- Daje ona możliwość ubezpieczenia nawet do deklarowanej przez klienta pełnej wartości odtworzeniowej lub księgowej brutto jego mienia: budynków, maszyn, urządzeń, środków obrotowych, wyposażenia oraz potencjalnie utraconego zysku. Dodatkowo można ubezpieczyć koszty związane ze szkodą, np. usunięcia pozostałości, przyspieszenia napraw, zatrudnienia ekspertów. Istotnym elementem polisy może być komponent „business interruption” [skutki finansowe zakłócenia działalności lub przestoju w produkcji i niemożność wykonywania czynności w normalnych warunkach - red.] tłumaczone w Polsce jako ubezpieczenie od utraty zysku - mówi Marcin Demiańczuk.
Specjalna polisa pokryje nawet całą szkodę
Koszt składki, zwłaszcza dla nowej firmy, jest wyzwaniem. Jak podkreśla Robert Maniak z Generali Polska, jej wysokość zależy m.in. od oczekiwanego limitu odpowiedzialności, sumy ubezpieczenia, posiadanych zabezpieczeń, liczby lokalizacji oraz charakteru prowadzonej działalności. Wyższe stawki dotyczą obiektów szczególnie narażonych na ryzyko, takich jak lotniska, obiekty sportowe, wojskowe i energetyczne czy miejsca kultu religijnego.
– Standardowo jednym z istotnych kryteriów jest lokalizacja. Położenie geograficzne bliżej wschodniej granicy Polski jest oceniane jako bardziej ryzykowne, ale kolejne przypadki, które wystąpiły ostatnio chociażby w Niemczech, wskazują, że tok myślenia potencjalnego sprawcy może się zmienić obecnie lub w przyszłości. W klasycznych definicjach ubezpieczeniowych terroryzm i sabotaż wymagają zazwyczaj określonego celu politycznego, religijnego lub ideologicznego. Celem działania może być m.in. wpłynięcie na organ władzy, destabilizacja określonej działalności albo wzbudzenie strachu w społeczeństwie. Ostatnie przypadki w Lublinie (potencjalne celowe działanie) czy w Skarżysku-Kamiennej (potwierdzony sabotaż) wskazują, że być może na celowniku będą teraz firmy związane z przemysłem obronnym. I w tej chwili może to stanowić jakiś trend – mówi dyrektor z Aonu Polska.
Podkreśla, że powtarzalność takich zdarzeń może skłonić ubezpieczycieli i reasekuratorów do skreślenia lokalizacji z listy kluczowych elementów oceny ryzyka.
Branża dual use może znaleźć się na celowniku
Coraz większym wyzwaniem dla ubezpieczycieli jest szacowanie ryzyka dla firm z rynku dual use, czyli technologii podwójnego zastosowania - cywilnego i wojskowego.
– Położenie geograficzne, choć ważne, nie jest jedynym elementem branym pod uwagę przy wycenie umowy. Ważny jest także rodzaj działalności. Czasem jest on jednoznacznie obarczony wyższym ryzykiem wystąpienia zdarzenia, czasem wymaga dokładniejszej analizy uwzględniającej także zagrożenia nieoczywiste. Tak jest w przypadku producentów dual use – różnego rodzaju podzespołów elektronicznych, oprogramowania, kompozytów, plastiku – ze względu na możliwy związek takiej produkcji z obronnością – mówi Krzysztof Grelewicz.
Na razie ubezpieczyciele nie notują dużego wzrostu zainteresowania ubezpieczeniami od sabotażu i terroryzmu wśród takich firm.
Szczegółowa analiza motywacji sprawcy:
Po wystąpieniu zdarzenia ubezpieczyciel na pewno będzie bardzo szczegółowo analizował, jaka była jego bezpośrednia przyczyna - rzeczywiste pobudki sprawcy. Podpalenia może dokonać równie dobrze np. były pracownika, który działa z pobudek indywidualnych. Takie zdarzenie nie mieści się w definicji sabotażu, bo działanie nie miało na celu m.in. wzbudzenia strachu w społeczeństwie - tłumaczy Marcin Demiańczuk, dyrektor ds. kluczowych klientów w departamencie klientów strategicznych Aonu Polska.
Na świecie rośnie zainteresowanie polisami od sabotażu i terroryzmu
Marcin Demiańczuk podkreśla, że w związku z eskalacją sytuacji w rejonie Cieśniny Ormuz, zainteresowanie podmiotów z branż, które bezpośrednio doświadczyły ataków bardzo wzrosło. Wiele firm poszukiwało polisy lub rozszerzało zakres posiadanej, zwiększając limit.
Na rynkach zagranicznych istnieje możliwość wykupienia szerszego zakresu ubezpieczenia od sabotażu i terroryzmu. Taka polisa może objąć także ryzyko strajków, zamieszek, rozruchów społecznych oraz szkód umyślnych, a nawet ryzyko wojenne.
– Na rynku londyńskim ceny ubezpieczeń od ryzyka sabotażu i terroryzmu są relatywnie konkurencyjne i stabilne. Wahają się maksymalnie o ok. 5 proc. do góry, ale zdarzają się oczywiście przypadki, że klienci w ramach odnowienia tego programu otrzymują nawet niższe stawki. Przy szerszym zakresie ubezpieczenia - w tym od szkód umyślnych, czyli zawierających ochronę przed skutkami złośliwego i celowego zniszczenia mienia przez osoby trzecie - składki dla wznawianych polis wzrosły o ponad 10 proc. r/r. Dla ubezpieczeń wojennych wzrost stawek sięga od 25 proc. do ponad 50 proc., w zależności od regionu i branży oraz indywidualnej oceny ryzyka dla poszczególnych spółek – mówi Marcin Demiańczuk.
Żródło: Puls Biznesu Wydanie nr 172 ‑ 09.09.2026